30 grudnia 2009

Smutna prawda

Trafiłam dziś, może trochę przez przypadek, a może i nie na stronę z przepięknym, ale też i bardzo smutnym tekstem. Trzeba przyznać, że daje do myślenia. Przeczytajcie go, proszę. Opowieść ta nosi tytuł "Magazyn niechcianych prezentów". Jest to naprawdę lektura, którą dobrze byłoby przeczytać i wziąć sobie głęboko do serca. Co prawda jest już po świętach i w takim magazynie, a raczej przy drzewach i na ulicach znów przybędzie wyrzuconych psiaków, ale niech to opowiadanie będzie impulsem do dokładnego przemyślenia zakupu szczeniaczka w formie prezentu.
Poniżej opowiadania znajdują się dwa zdjęcia doskonale obrazujące sens tego tekstu. Mi pobudziły wyobraźnię!

Smutno mi, gdy widzę ból i gorycz innych psów. Bądźmy ludźmi i nie krzywdźmy zwierząt.

Ania

28 grudnia 2009

Pada ... trochę spóźniony śnieg


Jakby nie mógł zacząć padać kilka dni wcześniej. Tak, by te minione święta nabrały jeszcze większej mocy. Ale widać, tak czasem musi być.


Moje święta pomimo, że deszczowe i pochmurne upłynęły bardzo szybko, bo w końcu w gronie rodzinnym. W takich chwilach człowiek uświadamia sobie, jak dobrze jest mieć rodzinę. Także taką, z którą na co dzień ma się mniejsze lub większe problemy. Bo kiedy się siedzi przy wspólnym, odświętnie ubranym stole i wspomina różne sytuacje z przeszłości, to ucieka wszystko co złe i pozostają same radości...


Co prawda, już wczoraj jedni porozjeżdżali się do swoich domów, a pozostali wrócili do swoich własnych, codziennych spraw, ale aura świat bożonarodzeniowych nadal panoszy się wokoło. I całe szczęście:) W domu wciąż pachnie makowcami mamy i pięknie świecą się kolorowe lampki na choince.

A śnieg, dobrze, że pada. Dobre i to. Dzieci mają jeszcze parę dni wolego od szkoły, więc będą mogły się nieco nacieszyć sankami, nartami, no i samym białym puchem. Trochę im zazdroszczę tej spontanicznej radości i nieprzewidywalnej zabawy.


Po powrocie z pracy czeka mnie jeszcze spacer z Kandusiem. Pewnie niezbyt długi, bo mój goldenek ma "zimowy" problem z łapami. Wczoraj za to wyszalał się w towarzystwie braciszka, bo pogoda dopisała. Nie mogłam sobie, ani psiakom odebrać radości ze spaceru. No i kiedy rodzinka kolejny dzień siedziała za stołem pełnym pyszności, ja poszłam na dwugodzinny spacer. Kando i Karmel widząc smycze w mojej ręce, aż piszczały z radości. A w lesie było istne szaleństwo. Bawiły się w ganianego między drzewami, turlały się, wariowały i co nie tylko... A ja miałam frajdę z oglądania ich wybryków i dziwiłam się jak sprawnie one omijają kolejne drzewa na swojej drodze, biegnąc z tak dużą prędkością. Fajnie było... Pewnie w lutym będziemy mieli powtórkę z rozrywki...


Ania

25 grudnia 2009

W świątecznym nastroju



*********

Mizerna, cicha, stajenka licha,
Pełna niebieskiej chwały.
Oto leżący, na sianku śpiący
O promieniach Jezus mały.


Nad nim anieli w locie stanęli
I pochyleni klęczą
Z włosy złotymi, z skrzydłami białymi,
Pod malowaną tęczą.

Wielkie zdziwienie:wszelkie stworzenie

Cały świat orzeźwiony;

Mądrość Mądrości, Światłość Światłości,

Bóg - człowiek tu wcielony!


I oto mnodzy, ludzie ubodzy
Radzi oglądać Pana,
Pełni natchnienia, pełni zdziwienia
Upadli na kolana.

Oto Maryja, czysta lilija,
Przy niej staruszek drżący
Stoją przed nami, przed pastuszkami
Tacy uśmiechający.


*********


Bożonarodzeniowe smaki i zapachy:





*********


I oczywiście gotowe i już oddane w dobre ręce świąteczne bombki


Wesołych, rodzinnych i ciepłych
Świąt!!!

Ania

24 grudnia 2009

Radosnych Świąt!



Życzę wszystkim,

by spełniały się marzenia
i nadzieje,

które niosą ze sobą
Święta Bożego Narodzenia
i nadchodzący Nowy Rok!


Ania

23 grudnia 2009

Jeszcze chwila, będą święta

O rany! Ledwo tu się człowiek zdążył obejrzeć, a tu już jutro Wigilia. Świąteczne przygotowania w fazie szczytowej. Mama krząta się w kuchni, tworząc same pyszności. Choinka czeka cierpliwie na podwórku, pod wiatą, aż łaskawie ktoś zaprosi ją do środka i okryje kubraczkiem z kolorowych bombek i łańcuchów. A ja ..., ja póki co wogóle nie czuję atmosfery świąt. Pogoda za oknem nie rozpieszcza. Leje jak z cebra. Dom też nie jest przystrojony aurą nadchodzących dni.

Jeszcze dziś będę kończyła moją bombkę, bo oczywiście wcześniej nie można było tego zrobić. Aj, po prostu weny do działania zabrakło. A najefektywniej tworzę w pośpiechu, wiec może nie będzie tak źle ...

Ania

18 grudnia 2009

Pomysł na pyszne święta

Na jednym z blogów, na które zaglądam znalazłam przepis, na jak myślę pyszne ciasto. Zajrzyjcie tam sami. Może i Wam się spodoba. Ja zamierzam w najbliższy weekend sprawdzić czy w smaku jest tak dobre na jakie wygląda.

Buziaki
Ania

16 grudnia 2009

Prace poduszkowe nadal trawją

Wczoraj zamknęłam co prawda rozdział z grającym na "czymś tam" Aniołem. Zdjęć oczywiście nie zdążyłam zrobić, ale już niedługo weeked, więc wiecej czasu będę w domu, a co za tym idzie będę mogła trochę popstrykać zdjęć.
Nie wiem czy zdążę do Świąt z bombkami. Naprawdę bardzo ogranicza mnie czas. Pewnie wszyscy borykają się z tym samym problemem. W końcu Święta tuż, tuż. Dzień coraz krótszy, a po powrocie do domu nic się już nie chce.
No cóż takie są prawa zimy.
Uciekam do swoich zajęć...

Ania

13 grudnia 2009

Kolejna niedziela adwentu

Szaro i ponuro na dworze, więc mam okazję rozkoszując się pyszną kawą powyszywać troszkę. Przyszly tydzień zamierzam poświęcić już na szycie poduszek, więc z haftowaniem muszę się pospieszyć.
No a remont oczywiście trwa. Co prawda to już końcówka, ale zostało najgorsze, czyli wykończeniówka i sprzątanie po całym bałaganie. Całe szczęście, że mama jest w dzień w domu. Choć wypadało by odciążyć ja w tym...

Lece wyszywać :)

Ania

8 grudnia 2009

Ja wymiękam

Uwijam się ze wszystkim tak bardzo jak się tylko da. A tu ciągle coś i coś. Nie mogę spokojnie dokończyć moich wyszywanek, nieszczęsne bombki też czekają na jakiś sensowny finał. A ja co? Sufit i ściany maluję po pracy, bo się małej zmiany Niektórym zachciało... Chwała Bogu i temu komuś, kto wymyślił wałek do malowania i kij teleskopowy. Dzięki temu dość sprawnie to wszystko jakoś idzie.

I tak moje nadzieje na to, że skończę podusie bez zbędnego pośpiechu przed świętami legły pod warstwą farby i panelami na podłodze.

I znowu, cóż takie jest życie...

Ania

6 grudnia 2009

Coraz bliżej do świąt

A ja w daleko w lesie...
Poduszki próbują się wyszywać. Idzie dość opornie, pomimo wkładanego dużego wysiłku. Całe szczęście kompletne Aniołki mogą już czynić swą powinność i pozapalać świece na świątecznej choince.
Mikołaj też powolutku pakuje swój radosny bagaż przygotowując się do wyprawy na nadchodzące dni. Może do końca tygodnia będzie już gotów ruszyć na swoje docelowe miejsce, czyli na kanapową poduchę.

A że dziś fetujemy imieniny wspomnianego już św. Mikołaja, postanowiłam dać coś mojej mamie. To jak widać na zdjęciu poniżej lampion na tealight-y. Mama ostatnio polubiła delikatne zapachy tych małych, pachnących świeczuszek, a ponieważ pojawił się problem, w co je wstawiać, powstał w ciągu dosłownie 10 minut ten świecznik. Nie jest to oczywiście żadna rewelacja, ale też nie jest chyba tragicznie. No cóż mama nie miała większego wyboru tylko się uśmiechnąć i podziękować.


Na koniec pokażę jeszcze moje nieudolne próby zdobienia styropianowych kul w celu uzyskania efektu bożonarodzeniowych bombek. Nie wiem, po co ja się wogóle za to zabierałam. Przecież było do przewidzenia, że nic ciekawego z tego nie wyjdzie. No cóż, czasem w życiu trzeba próbować, a że nic z tego nie wychodzi, to już inna historia...



Ania

28 listopada 2009

Okrutny brak czasu

...Nawet nie ma kiedy dokończyć aniołów. Grrr... Nie lubię tak!!! A tu jeszcze całe dwa dni w szkole trzeba siedzieć :( A potem znowu tydzień od nowa leci na łeb, na szyję... Brak czasu. Brak!

Ale obrazki na poduchy wyszyję, choćbym nocami miała siedzieć, aż do samego Bożego Narodzenia.

A oprócz tego bombki są jeszcze do wykonania. Materiały już gotowe i pomysłów też kilka jest. Pozostało zawinąć rękawy i zabrać się do dzieła... Ale kiedy to będzie?


Ania

18 listopada 2009

Ciąg dalszy

Wyszywają się kolejne elementy choinki i aniołków. Już na szczęście niewiele zostało do końca. Mówię "już", bo nudzi mnie ten obrazek. A właściwie nie obrazek, tylko to jak dużo trzeba mu poświęcić czasu. Zwłaszcza tego, którego nie mam. Najgorsze w tym wszystkim jest jednak wyszywanie złotą nitką. Brrr... okropieństwo. Ale skrycie liczę na satysfakcjonujący efekt końcowy. Dla dobra sprawy wytrzymam cierpliwie wszystkie trudności. Dam radę!

Pozostając jeszcze w temacie przygotowań do zbliżających się świąt, powiem jeszcze słówko o decoupagowych bombkach. Z wielkim zachwytem oglądałam blogi, w których coraz wiecej wpisów poświęconych jest temu tematowi. Wszystkie są cudne, tak jak np. Jaśminowe bombki, czy zimowe prace w świecie Asket. W końcu wertując kolejne strony swierdziłam, że ja też się chyba zdecyduję na takie dłubanie. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że moim umiejętnościom daleko do ideału, ale od czegoś trzeba zacząć...
Skoro decyzja podjęta, to jadę na zakupy...

Ania

11 listopada 2009

Wzięłam się za następną


Druga poduszeczka poszła w ruch. Wydawało mi się, że jest najtrudniejsza do wyszywania ze względu na plątaninę kolorów na choince. Ale na szczęście nie jest źle. Mam cichą nadzieję, że pójdzie mi z nią tak szybko, jak z Bałwankiem.


A korzystając z okazji dzisiejszego święta zacytuje wierszyk, który cały dzień krąży mi po głowie, a którego nauczyłam się dawno, dawno temu, będąc w pierwszej klasie podstawówki. Oto on:


Powiewa flaga, gdy wiatr się zerwie
A na tej fladze- biel jest i czerwień.
Czerwień to miłość,
Biel serce czyste.
Piękne są nasze barwy ojczyste!

Ania
~~~~

10 listopada 2009

Zaczęło się i u mnie

A co się zaczęło? Oczywiście przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia. To chyba dobry moment, gdy chce się zdążyć z realizacją wszystkich planów do najbliższego 24 grudnia. W moim założeniu są cztery haftowane poduchy. Znaczną cześć jednej mam już za sobą, więc teoretycznie zostają jeszcze trzy. Całe szczęście, że wyszywają się bardzo szybko. Ten "Pan" poniżej zajął mi przy pysznej kawie jedynie półtora dnia. A przeliczając to sobie, z całą resztą, bez zbędnego pośpiechu zdążę na święta.




Zastanawiam się ..., co jeszcze, poza poduchami mogę nowego wprowadzić do domu, by wzmocnić atmosferę świąt. Niesamowicie podobają mi się dekupażowe bombki, ale ja nie bardzo potrafię cieniować. Przez co moje dekupaże nie dają olśniewającego efektu. A w końcu jak już robić, to tak, by mieć z tego radość i satysfakcję, a nie tylko marnować materiały...


Lecę. Może spacer po lesie pomoże. A i może szyszki zbiorę. I może je efektywnie wykorzystam. Może, może...

Ania
~~~~

8 listopada 2009

Jeszcze chwila ...

..., bo goldenkowy obrazek już się powolutku zbliża do końca. A wraz z tą chwila pytanie, co dalej z tym obrazeczkiem zrobić.


Początkowy plan zakładał szycie poduszki. Miała być do kompletu z posłaniem. Ale teraz to już sama nie wiem, czy to dobry pomysł...

Co do samego obrazka, to nie byłabym sobą gdybym w schemacie nic nie zmieniła. No więc wprowadziłam pewne "ulepszenia". Pierwsze i podstawowe, zmieniające nieco charakter obrazka to kolory użytej muliny. W oryginale podana została mulina w odcieniach szarości, ja natomiast stwierdziłam, że sepia będzie odpowiedniejsza do złotego retrieverka. I chyba wyszło na dobre. A po drugie to przyglądając się wzorowi przy schemacie doszłam do wniosku, że ten pies wygląda, mimo nazwy, bardziej jak labek. W związku z czym postrzępiłam mu nieco (w miarę możliwości) uszy.
No i teraz wygląda prawie jak moj Kanduś



Pozdrawiam
Ania
~~~~

29 października 2009

Gotowe i oddane do użytku



Na początku miesiąca, pokazywałam skrzyneczkę, którą wówczas próbowałam doprowadzić jakoś do porządku. Oj, było tego zdzierania, bo na białej farbie jeszcze ta obrzydliwie różowa. Fe!
Dziś to moje znalezisko ma już nową szatę. Długo zastanawiałam się nad tym w jaki sposób ozdobić to drewniane maleństwo. Opcji było kilka, m.in. dekupażowanie i pobielanie.
Zarówno jedna metoda, jak i druga dają fenomenalne efekty. Zwłaszcza u innych, bardziej wprawionych w działaniu kreatywnych blogowiczek.


Swoją drogą to uwielbiam przeglądać blogi, z których można czerpać wiedzę i inspirację do własnych działań twórczych.

A wracając do skrzyneczki, stwierdziłam wreszcie, że najbardziej będzie mi odpowiadała wersja naturalna. Mam tu na myśli, oczywiście rzeczywisty kolor drzewa pociągnięty lakierem. Dodatkowym argumentem "za" jest miejsce przeznaczenia skrzyneczki, czyli kuchnia. A w tej większość dodatków zrobionych jest właśnie z jasnego drzewa.
Ale żeby nie było znowu tak po najprostszej linii, front ozdobiłam takim tam esem- floresem. I chyba nie jest najgorzej? Tak, czy inaczej, mi się podoba.



Dziś natomiast na Boruty kupiłam za grosze drewniane prawidło.Niestety znalazłam tylko jedne z pary. Ale to nic. Jakoś to wykorzystam.
Więcej na ten temat już wkrótce- mam nadzieję:)

Ania
~~~~~~

26 października 2009

Coś innego w trakcie...



... bo przecież nie można zrobić najpierw jednej rzeczy do końca, jak Pan Bóg przykazał, a potem wziąć się za następną... Nie, nie można!

Ja tak właśnie mam, że zaczynam tysiąc rzeczy naraz, ale z doprowadzeniem do końca choćby jednej z nich jest już duży problem...
I tak, w trakcie haftowania goldenka, wpadłam na pomysł zrobienia "czegoś innego".
Zaczęłam działać. Poszło w miarę szybko.Mamy finish, no.... i prezentuję zdjęcia moich poczynań.














Ania
~~~~~~

24 października 2009

Powrót do wyszywania...

.
Strasznie żałuję, że doba jest taka krótka, bo wciąż brakuje mi czasu na realizację tkwiących już od miesięcy w głowie pomysłów. Codzienne "dorosłe" życie po prostu mnie przerasta. Wciąż zastanawiam się jak radzą sobie inni z pracą, gotowaniem, sprzątaniem, ogrodem, rodziną i wogóle... I jak dotąd radziła sobie z tym wszystkim moja mama. Dopiero teraz pod jej nieobecność zaczynam rozumieć ile wysiłku trzeba włożyć w to, by być mamą i gospodynią.
... Ja się nie wyrabiam...

Czasem tylko, pomimo fizycznego zmęczenia pozwalam sobie na godzinkę przyjemności. Ale czym jest godzina przy tak czasochłonnym hobby?

Tak czy inaczej wczoraj zaczęłam dłubać taki obrazek
... i może za parę miesięcy uda mi się go skończyć:)



Na tym dziś kończę i lecę do innych zajęć...


Ania
~~~~~~~~

16 października 2009

Babka z cukinii

Dostałam ostatnio przepis na doskonałe i szybkie do zrobienia jedzenie. Babka a`la ziemniaczana, równie dobra w smaku.
A to jest przepis:
Składniki :
- 1 duża cukinia lub dwie mniejsze
- 1 cebula
- 2 jajka
- 25 dkg sera żółtego
- 1/2 szkl. oleju
- 2,5 szkl. mąki
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 1 ząbek czosnku
- kiełbasa lub boczek
- sól i pieprz

Cukinię i cebulę zetrzeć na tarce. Dodać całe jaja, mąkę, proszek do pieczenia, olej, czosnek przeciśnięty przez praskę, pokrojoną kiełbasę, sól i pieprz. Boczek lub kiełbasę dobrze jest wcześniej troszkę przesmażyć na patelni. Wszystko dokładnie mieszamy i wykładamy na wysmarowną tłuszczem. Posypujemy serem startym na dużych oczkach. Wkładamy do gorącego piekarnika i pieczemy w temperaturze 180 stopni przez około godzinę, aż się zapiecze na złoty kolor. Babka jest dość delikatna. Dlatego po upieczeniu dobrze jest troszkę odczekać, żeby stężała i nie rozpadała się przy podawaniu. Można ją przygotować wcześniej, a potem kawałki odsmażać na patelni. Na drugi dzień smakuje lepiej:)

Smacznego...


PS. Wielkie dzięki Beacie za przepis:)

Ania
~~~~~~~~~~~~

6 października 2009

Miniona sobota i niedziela ...

...upłynęła wyjątkowo szybko, bo pod znakiem spacerów i nowego pomysłu.
Dawno temu, czytaj- jakiś rok do tyłu, oszalałam na punkcie posiadania kijków do nordica. Moje wariactwo było tak silne, że postanowiłam kupić sobie odpowiedni sprzęt, by uprawiać nordic walking. Przyznać muszę, że całą zimę systematycznie maszerowałam razem z małym goldenkiem i nieraz z mamą. Później kijki poszły niestety w odstawkę. Aż do tej soboty... Mając wolny dzień zabrałam kijki, psa i ruszyłam. Znanych mi ścieżek w lesie jest całe mnóstwo, a ile jest jeszcze tych przeze mnie nie odkrytych... Miałam pole do popisu. Kilka godzin energicznie spacerowaliśmy po lesie. Dla mnie był to czas pełnego relaksu i oderwania się od wszystkich bolączek codziennego dnia. Chyba muszę tak częściej...
Wyprawa ta dotleniła mi umysł, dzięki czemu nabrałam weny twórczej i chęci do działania. A tyle we wstępnej fazie mi z tego przyszło:



... ciąg daszy wytwórczości oczywiście nastąpi. Wszystko w swoim czasie :)

Ania

30 września 2009

Kandusiowe legowisko

Wczoraj zabrałam się za szycie posłania dla mojego psiuńcia. Ze strychu ściągnęłam gąbkę, a materiał miałam już wcześniej przygotowany. Nie jestem specjalistką od szycia (choć może coś mi w genach jednak pozostało...), więc pomęczyłam się przy tym troszkę. Maszyna, którą mamy nie należy do rewelacyjnych, żeby nie powiedzieć, że jest straszna. A do tego posłanie ma dość duże gabaryty, w związku z czym musiałam się nieźle z tą gąbką w wymiarze 108 x 76 cm nagimnastykować. Ale po wszelkich trudach mniejszych i większych, oznajmiam wszem i wobec: UDAŁO SIĘ!!!



A i jeszcze jedno, najważniejsze: Kandulkowi nowe miękkie legowisko przypadło do gustu - co widać po dywanie z goldenkowej sierści :)

25 września 2009

Nowy nabytek

Zrobiłam sobie wczorajszego popołudnia mały- duży prezent. Wypatrzyłam wypalarkę do drewna w jednym ze sklepów i postanowiłam stać się jej posiadaczem. Jak małe dziecko z niecierpliwością czekałam powrotu do domu.
... Narzędzie poszło w ruch. Po kolei wypróbowywalam nasadki niezbyt, udolnie rysując na deseczce. Ale miałam zabawę :)
A o to co mi wyszło:

A to szanowny Pan Pies i jego nędzna kopia na kawałku drewienka.

Zobaczymy co uda mi się jeszcze, w przyszłości zdziałać tym drobiazgiem. Planów jak zwykle w głowie gnieżdżą się tysiące...


Pozdrawiam
Ania

23 września 2009

Gruszki już od dawna zamknięte w słoikach




Zrobiłam jakieś dwa tygodnie temu gruszki z cytryną. Nie było jednak czasu, żeby pochwalić się tym, co wytworzyłam. Ale dziś pokazuję zdjęcia. Owoce wyszły bardzo dobre, takie słodko- kwaśne. Pycha! Nie przepadam za gruszkami w zalewie octowej, dlatego zaryzykowałam zrobienie według innego przepisu.




Oto on:
1 kg twardych gruszek
1,3 kg cukru
2 cytryny


Gruszki obrać, usunąć gniazda nasienne i pokroić na kawałki. Cytryny dokładnie wyszorowane szczoteczką i sparzone pokroić w plasterki- nie obierając ich.Wymieszać owoce w głębokim naczyniu.
Z 1/2 litra wody i cukru ugotować syrop. Gorącym zalać pokrojone owoce i odstawić w chłodne miejsce na dobę.
Następnego dnia zlać syrop do rondla i ponownie zagotować. Gorącym znów zalać owoce i odstawić na dobę.
Trzeciego dnia smażyć konfitury na małym ogniu, zdejmując co jakiś czas powstającą pianę. Gorące przełożyć do wyparzonych słoików i szczelnie zamknąć.Ustawić do góry dnem.




Przepis jest co prawda czasochłonny, ale myślę, że smak gruszek w śnieżny, zimowy dzień wart jest takiego wysiłku.


Ania

3 września 2009

Ale fajny blog i candy też

Zapisałam się po raz pierwszy na fantastyczne candy u Enczy. Więcej informacji można znaleźć tu.
Wogóle to godne uwagi są prace wykonywane przez właścicielkę bloga. Z podziwem chylę czoła :)

2 września 2009

Szara codzienność

Nieustannie brakuje mi czasu na tworzenie. Strasznie się z tym meczę, bo przecież ja żyć bez tego nie potrafię... Ale zaplanowałam sobie że w tym miesiącu znajde popołudniami czas i zregeneruje swoje siły przy nowych działaniach

31 sierpnia 2009

Album trafił we właściwe ręce

Hej! Wesele,
Hej! Wesele tańcowało...

... oj tańcowało. Takie świętowanie zawarcia związku małżeńskiego przez przyjaciół to sama przyjemność. Zabawa była naprawdę doskonała, no i towarzystwo oczywiście też:)

A album, mam nadzieję, że przypadnie do gustu Młodej Parze, i że będą w przyszłości mieli ochotę i czas, aby zapełnić jego wnętrze kolorowymi zdjęciami ze swojego wspólnego życia i obfitymi opisami swojej miłości jako przykładu dla swoich dzieci...

Nieskromnie przyznam, że album nienajgorzej wyglądał w końcowym efekcie i jestem naprawdę dumna z tego co w sumie mi wyszło....(ale ze mnie samochwała :P)


Ania