13 września 2013

Siąpi, pada, a nawet leje

Pogoda nie jest pocieszająca i skłania tylko do zaszycia się pod kocykiem. Na dokładkę od tygodnia siedzę w domu z uszkodzoną ręką. I denerwuję się okropnie, bo nie mogę ani wyszywać, ani zrobić porządku w moich szafkach, które o taką interwencję błagają. A ja siedzę i wariuję, bo tak z drugiej strony, ile można w betach się wylegiwać?

Choć nie powiem przychodziły, zwłaszcza na początku takie chwile, kiedy dom zapadał w całkowitą ciszę, Kando obok spokojnie spał, a ja miałam ten czas wyłącznie dla siebie. Zrobiłam nawet zdjęcie mojej psince, bo nie mogłam się oprzeć temu widokowi.  Tak właśnie wpływa na nas pogoda:)

 Miałam czas też trochę poczytać. Wiem, że nie ma się czym chwalić, ale jakoś tak z rzadka zaglądam do książek. Nie żebym ich nie lubiła. Z książkami mam tak jakoś, że jak się do nich nie wezmę, to mnie nic szczególnie nie boli, ale jak najdzie mnie faza to czytam bez opanowania. I tak było tym razem.

Korzystając z okazji, mogę pokazać zakładkę do książki, którą kiedyś wydziobałam. Niby nic w niej szczególnego, ale bardzo się przydaje.




 No i tyle by było z mojej radości, bo dziś rano zakładkę zgubiłam. Jak? Otóż miałam dziś wizytę u lekarza w sprawie tej mojej ręki. Nauczona doświadczeniem poprzednich wizyt i wielogodzinnym czekaniem wśród tłumu, wzięłam ze sobą książkę z tą zakładką. Na moje nieszczęście, wysiadając z samochodu, jakoś tak zabrakło mi rąk. Pewnie wówczas, gdzieś mi się ta błyskotka zsunęła. No cóż, tak bywa, choć jest mi jej po prostu szkoda. Nic to, nic, kiedyś pewnie będzie inna, może lepsza, i też przeczyta ze mną ludzkie historie...



A na korytarzu się wcale nie nudziłam, bo kobieta w kolejce za mną rozśmieszała mnie do łez. A i pan chirurg okazał się niezłym ciasteczkiem :) Wracać tam jednak więcej nie chce. I sobie, i wszystkim życzę na tę okoliczność dużo zdrowia :

Trzymajcie się
Ania

2 września 2013

Pokazuję z lekkim opóźnieniem

Mamy już wrzesień, nie wiem naprawdę kiedy wszystko tak szybko minęło. Niedawno udało mi się skończyć igielnik, ale to "niedawno" to było bardzo dawno. Bo gotową poduszeczkę miałam już w połowie sierpnia. Minęły w ekspresowym tempie całe dwa tygodnie. Gdzie i kiedy?


 Igielnik jak powiedziałam został skończony. Cieszy mnie efekt końcowy i wielkość biscornu, bo dotychczas miałam znacznie mniejsze poduszeczki. A ta rzuca się w oczy i trudno będzie zapodziać ją w stercie kartek, nici i tkanin, które piętrzą się jak coś wyszywam.


Mówiłam już wcześniej ze wzorem zachwyciłam się już dawno przeglądając internet. Szukałam, szukałam i znalazłam blog, w którym pokazywana była ta inspirująca mnie poduszeczka. Prawdę mówiac, prototyp nadal podoba mi się bardziej niż moja kopia. Nie wiem może to kwestia koloru, a może sposobu i kierunku haftowania. No sama nie wiem. Tu jest link do postu z fioletowym biscornu. Sami zobaczcie- jakie jest piękne.
Do mojego różowego kompletu zrobiłam kilka szpilek z ozdobnymi główkami. Pomysłem na nie też zachłysnęłam się, jak to zwykle bywa przez przypadek. Rewelacji to może nie ma, jednak na własny użytek w zupełności mi różane szpileczki wystarczają. I jak na pierwszy raz myślę, że jest dobrze.


Buziaki
Ania