27 maja 2010

W międzyczasie

Jakoś tak się ostatnio złożyło, że brak mi weny, a także chęci, by sukcesywnie i w miarę na bieżąco uzupełniać posty na blogu. Niby nic się nie dzieje, a wciąż czas muszę dzielić na to, co trzeba zrobić na wczoraj i co chce się zrobić dla własnej radości i satysfakcji. Jak zwykle przy tym tego czasu jest zbyt mało...

Coś jednak próbuję robić. Małymi kroczkami działam, a to przy serwetce, a to przy innych drobiazgach. Parę dni temu zajęłam się malowaniem i decoupagowaniem starego prawidła. Prawie rok wcześniej kupiłam je w moim ulubionym "przemysłowym szmateksie" - jak to powiedziała moja znajoma. Prawidło kosztowało marne grosze, a mi, na jego widok w głowie pojawiły się pomysły jego zastosowania oraz nowy image. Dlatego nie mogłam przejść ot tak, obok i go nie kupić... A że musiało dojrzeć w szufladzie, tak jak wiele innych przedmiotów, to już inna historia. Tak czy inaczej, wreszcie przysiadłam na chwilkę i oto co mi z tego wyszło:




I jeszcze jedna rzecz...
Z okazji wczorajszego święta, mojej mamie za jej nieustanną troskę, opiekę, ciepły uśmiech i zawsze słuszną radę serdecznie dziękuję, jednocześnie życząc przeżywania kolejnych lat w zdrowiu, spokoju i radości z tego, co się w życiu osiągnęło.

Wszystkiego dobrego, Mamusiu...

Ania

2 maja 2010

Wszystko umajone

Radośnie robi się na duszy, widząc te piękne barwy wokół. Do niedawna wszystko było takie szare, bure, a przez to, nie wiadomo jakie. A teraz swoją pozytywną energią zarażają nas bladoróżowe kwiatuszki drzew owocowych (to na zdjęciu wyżej, to wiśnia syberyjska), czerwone, żółte i biskupie tulipany i wielobarwne stokrotki. Aż chce się oddychać i żyć.

Na prawdę, nie mogłam sobie odmówić robienia zdjęć tegorocznym "symbolom" wiosny i nadchodzących ciepłych dni. Ale żeby nie zanudzić zaglądających w mój dzienniczek rzeczami jakże oczywistymi, pokażę tylko kilka wybranych zdjęć.

























Tak jak pisałam w poprzednich postach, las o tej porze roku też przeżywa swoją wiosnę. Po przylaszczkach i zawilcach zostały tylko wspomnienia, na ich miejsce wkroczyły delikatne kwiatuszki leśnej koniczyny. To one teraz tworzą niekończący się kobierzec przed dostojnymi sosnami i świerkami.

















Nawet na jagodach pojawiły się zawiązki przyszłych owoców, to chyba dobrze wróży na lipcowe pierożki z jagodami?


No i te wyczekiwane ptasie śpiewy... Spacerując wydeptanymi trybami, trudno byłoby nie usłyszeć tego wielogatunkowego nawołwywania ptasich kawalerów, zwłaszcza pana kukułki, który aktywnie i donośnie informuje wszystkich o swoim szczęśliwym powrocie.

A ja, łapiąc maleńką chwilę tego majowego "niby" wypoczynku, postanowiłam coś wydziergać. To serweteczka do niewielkiej tacki. Tackę kupiłam na "starociach" już jakiś czas temu i odkąd wzięłam ją w ręce, wiedziałam, że posiadanie jej będzie miało sens jedynie z taką serwetką. Tak jak powiedziałam jest ona mała i obszycie brzegów nie zajęło mi wiele czasu. Trochę gorzej wygląda sprawa z haftem, bo to jednak dość czasochłonne. Ale, co się odwlecze, to nie uciecze... A to dowód na to, co udało mi się zrobić...


Dziękuję wszystkim za odwiedziny, a JaEmigrantce także za komentarz:) To bardzo miłe uczucie mieć świadomość, że to co się robi, mówi, czy pisze nie idzie w eter... A może nawet jest przykładem dobrej, twórczej praktyki...

Ania