29 października 2009

Gotowe i oddane do użytku



Na początku miesiąca, pokazywałam skrzyneczkę, którą wówczas próbowałam doprowadzić jakoś do porządku. Oj, było tego zdzierania, bo na białej farbie jeszcze ta obrzydliwie różowa. Fe!
Dziś to moje znalezisko ma już nową szatę. Długo zastanawiałam się nad tym w jaki sposób ozdobić to drewniane maleństwo. Opcji było kilka, m.in. dekupażowanie i pobielanie.
Zarówno jedna metoda, jak i druga dają fenomenalne efekty. Zwłaszcza u innych, bardziej wprawionych w działaniu kreatywnych blogowiczek.


Swoją drogą to uwielbiam przeglądać blogi, z których można czerpać wiedzę i inspirację do własnych działań twórczych.

A wracając do skrzyneczki, stwierdziłam wreszcie, że najbardziej będzie mi odpowiadała wersja naturalna. Mam tu na myśli, oczywiście rzeczywisty kolor drzewa pociągnięty lakierem. Dodatkowym argumentem "za" jest miejsce przeznaczenia skrzyneczki, czyli kuchnia. A w tej większość dodatków zrobionych jest właśnie z jasnego drzewa.
Ale żeby nie było znowu tak po najprostszej linii, front ozdobiłam takim tam esem- floresem. I chyba nie jest najgorzej? Tak, czy inaczej, mi się podoba.



Dziś natomiast na Boruty kupiłam za grosze drewniane prawidło.Niestety znalazłam tylko jedne z pary. Ale to nic. Jakoś to wykorzystam.
Więcej na ten temat już wkrótce- mam nadzieję:)

Ania
~~~~~~

26 października 2009

Coś innego w trakcie...



... bo przecież nie można zrobić najpierw jednej rzeczy do końca, jak Pan Bóg przykazał, a potem wziąć się za następną... Nie, nie można!

Ja tak właśnie mam, że zaczynam tysiąc rzeczy naraz, ale z doprowadzeniem do końca choćby jednej z nich jest już duży problem...
I tak, w trakcie haftowania goldenka, wpadłam na pomysł zrobienia "czegoś innego".
Zaczęłam działać. Poszło w miarę szybko.Mamy finish, no.... i prezentuję zdjęcia moich poczynań.














Ania
~~~~~~

24 października 2009

Powrót do wyszywania...

.
Strasznie żałuję, że doba jest taka krótka, bo wciąż brakuje mi czasu na realizację tkwiących już od miesięcy w głowie pomysłów. Codzienne "dorosłe" życie po prostu mnie przerasta. Wciąż zastanawiam się jak radzą sobie inni z pracą, gotowaniem, sprzątaniem, ogrodem, rodziną i wogóle... I jak dotąd radziła sobie z tym wszystkim moja mama. Dopiero teraz pod jej nieobecność zaczynam rozumieć ile wysiłku trzeba włożyć w to, by być mamą i gospodynią.
... Ja się nie wyrabiam...

Czasem tylko, pomimo fizycznego zmęczenia pozwalam sobie na godzinkę przyjemności. Ale czym jest godzina przy tak czasochłonnym hobby?

Tak czy inaczej wczoraj zaczęłam dłubać taki obrazek
... i może za parę miesięcy uda mi się go skończyć:)



Na tym dziś kończę i lecę do innych zajęć...


Ania
~~~~~~~~

16 października 2009

Babka z cukinii

Dostałam ostatnio przepis na doskonałe i szybkie do zrobienia jedzenie. Babka a`la ziemniaczana, równie dobra w smaku.
A to jest przepis:
Składniki :
- 1 duża cukinia lub dwie mniejsze
- 1 cebula
- 2 jajka
- 25 dkg sera żółtego
- 1/2 szkl. oleju
- 2,5 szkl. mąki
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 1 ząbek czosnku
- kiełbasa lub boczek
- sól i pieprz

Cukinię i cebulę zetrzeć na tarce. Dodać całe jaja, mąkę, proszek do pieczenia, olej, czosnek przeciśnięty przez praskę, pokrojoną kiełbasę, sól i pieprz. Boczek lub kiełbasę dobrze jest wcześniej troszkę przesmażyć na patelni. Wszystko dokładnie mieszamy i wykładamy na wysmarowną tłuszczem. Posypujemy serem startym na dużych oczkach. Wkładamy do gorącego piekarnika i pieczemy w temperaturze 180 stopni przez około godzinę, aż się zapiecze na złoty kolor. Babka jest dość delikatna. Dlatego po upieczeniu dobrze jest troszkę odczekać, żeby stężała i nie rozpadała się przy podawaniu. Można ją przygotować wcześniej, a potem kawałki odsmażać na patelni. Na drugi dzień smakuje lepiej:)

Smacznego...


PS. Wielkie dzięki Beacie za przepis:)

Ania
~~~~~~~~~~~~

6 października 2009

Miniona sobota i niedziela ...

...upłynęła wyjątkowo szybko, bo pod znakiem spacerów i nowego pomysłu.
Dawno temu, czytaj- jakiś rok do tyłu, oszalałam na punkcie posiadania kijków do nordica. Moje wariactwo było tak silne, że postanowiłam kupić sobie odpowiedni sprzęt, by uprawiać nordic walking. Przyznać muszę, że całą zimę systematycznie maszerowałam razem z małym goldenkiem i nieraz z mamą. Później kijki poszły niestety w odstawkę. Aż do tej soboty... Mając wolny dzień zabrałam kijki, psa i ruszyłam. Znanych mi ścieżek w lesie jest całe mnóstwo, a ile jest jeszcze tych przeze mnie nie odkrytych... Miałam pole do popisu. Kilka godzin energicznie spacerowaliśmy po lesie. Dla mnie był to czas pełnego relaksu i oderwania się od wszystkich bolączek codziennego dnia. Chyba muszę tak częściej...
Wyprawa ta dotleniła mi umysł, dzięki czemu nabrałam weny twórczej i chęci do działania. A tyle we wstępnej fazie mi z tego przyszło:



... ciąg daszy wytwórczości oczywiście nastąpi. Wszystko w swoim czasie :)

Ania