30 września 2009

Kandusiowe legowisko

Wczoraj zabrałam się za szycie posłania dla mojego psiuńcia. Ze strychu ściągnęłam gąbkę, a materiał miałam już wcześniej przygotowany. Nie jestem specjalistką od szycia (choć może coś mi w genach jednak pozostało...), więc pomęczyłam się przy tym troszkę. Maszyna, którą mamy nie należy do rewelacyjnych, żeby nie powiedzieć, że jest straszna. A do tego posłanie ma dość duże gabaryty, w związku z czym musiałam się nieźle z tą gąbką w wymiarze 108 x 76 cm nagimnastykować. Ale po wszelkich trudach mniejszych i większych, oznajmiam wszem i wobec: UDAŁO SIĘ!!!



A i jeszcze jedno, najważniejsze: Kandulkowi nowe miękkie legowisko przypadło do gustu - co widać po dywanie z goldenkowej sierści :)

25 września 2009

Nowy nabytek

Zrobiłam sobie wczorajszego popołudnia mały- duży prezent. Wypatrzyłam wypalarkę do drewna w jednym ze sklepów i postanowiłam stać się jej posiadaczem. Jak małe dziecko z niecierpliwością czekałam powrotu do domu.
... Narzędzie poszło w ruch. Po kolei wypróbowywalam nasadki niezbyt, udolnie rysując na deseczce. Ale miałam zabawę :)
A o to co mi wyszło:

A to szanowny Pan Pies i jego nędzna kopia na kawałku drewienka.

Zobaczymy co uda mi się jeszcze, w przyszłości zdziałać tym drobiazgiem. Planów jak zwykle w głowie gnieżdżą się tysiące...


Pozdrawiam
Ania

23 września 2009

Gruszki już od dawna zamknięte w słoikach




Zrobiłam jakieś dwa tygodnie temu gruszki z cytryną. Nie było jednak czasu, żeby pochwalić się tym, co wytworzyłam. Ale dziś pokazuję zdjęcia. Owoce wyszły bardzo dobre, takie słodko- kwaśne. Pycha! Nie przepadam za gruszkami w zalewie octowej, dlatego zaryzykowałam zrobienie według innego przepisu.




Oto on:
1 kg twardych gruszek
1,3 kg cukru
2 cytryny


Gruszki obrać, usunąć gniazda nasienne i pokroić na kawałki. Cytryny dokładnie wyszorowane szczoteczką i sparzone pokroić w plasterki- nie obierając ich.Wymieszać owoce w głębokim naczyniu.
Z 1/2 litra wody i cukru ugotować syrop. Gorącym zalać pokrojone owoce i odstawić w chłodne miejsce na dobę.
Następnego dnia zlać syrop do rondla i ponownie zagotować. Gorącym znów zalać owoce i odstawić na dobę.
Trzeciego dnia smażyć konfitury na małym ogniu, zdejmując co jakiś czas powstającą pianę. Gorące przełożyć do wyparzonych słoików i szczelnie zamknąć.Ustawić do góry dnem.




Przepis jest co prawda czasochłonny, ale myślę, że smak gruszek w śnieżny, zimowy dzień wart jest takiego wysiłku.


Ania

3 września 2009

Ale fajny blog i candy też

Zapisałam się po raz pierwszy na fantastyczne candy u Enczy. Więcej informacji można znaleźć tu.
Wogóle to godne uwagi są prace wykonywane przez właścicielkę bloga. Z podziwem chylę czoła :)

2 września 2009

Szara codzienność

Nieustannie brakuje mi czasu na tworzenie. Strasznie się z tym meczę, bo przecież ja żyć bez tego nie potrafię... Ale zaplanowałam sobie że w tym miesiącu znajde popołudniami czas i zregeneruje swoje siły przy nowych działaniach