26 czerwca 2014

W ósmy dzień

Nie widać mnie i nie słychać, ale jestem:)

Dziś, jak co roku, w tydzień po Bożym Ciele święcone były w kościele wianuszki. W związku z tym, pędem ruszyłam z pracy do domu, by z pachnących ziółek upleść małe kółeczka. Zadanie miałam nieco ułatwione, bo w tak zwanym "międzyczasie" mama przyciągnęła ze spaceru po lesie odpowiednią ilość kwiecia.

Bardzo lubię ten dzień i tą uroczystość. To pewnie przez wspomnienia dzieciństwa, kiedy to z babcią w popołudniowym słońcu siadałyśmy na ganku i kręcąc wianki rozmawiałyśmy. Błogie czasy i fajna babcia:) Dziś jednak, też było miło- zielona trawka, ławeczka, mama ze swieżą dostawą ploteczek :) i pies grzejący stopy. Jest dobrze...

Kierując się tym sentymentem postanowiłam pokazać na blogu moje dzisiejsze plecionki. Zapachu nie da się co prawda przekazać przez monitor, ale możecie sobie wyobrazić połączenie świeżej mięty, białej oraz czerwonej koniczyny, grzmotnika i macierzanki. Ach, lubię takie zapachy...

A to wybrane dwa zdjęcia z dzisiejszej sesji:)

.


To dziś na tyle. Pozdrawiam
Ania