Kwiecień plecień, bo przeplata - trochę zimy, trochę lata.
Wczoraj wracając z pracy wpadłam pod wielką chmurę gradu, a budząc się dziś rano nie wierzyłam własnym oczom. Za oknem padał śnieg. I na dokładkę sypał wielkimi płatkami. O temperaturze poniżej zera to już nawet nie warto wspominać...
A ja chcę wiosny, ciepłej, słonecznej i kwitnącej...
Właściwie, to nie mam za bardzo na co marudzić, bo w lesie o tej porze roku jest pięknie. Wszystko budzi się do życia. Ptaki na drzewach gwarnie trelą swoje opowieści. Wiewiórki to zbiegają do swoich spichlerzy, to znów wdrapują się na strzeliste świerki i sosny. A mój Kando biega radośnie za nimi i tylko czasem dziwi się czemu te rude nie chcą się z nim zaprzyjaźnić. No, a przede wszystkim, wszystko wokół powoli się zieleni - kojąc tym samym zmęczony wzrok. Przepięknie też wygląda dywan z bieluteńkich zawilców wplecionych w zieleń runa leśnego.
Jakiez piekne widoki,milo ze mozna je zobaczyc chociaz w takiej wirtualnej formie:)
OdpowiedzUsuńMoja babcia i ciocia mieszkaja w Supraslu wiec kiedy przeczytalam znajoma nazwe uszami zastrzyglam:)
Pozdrawiam cieplo:)
www.jaemigrantka.blogspot.com