13 grudnia 2019

Coś już jest

Mimo opornego przesuwania się nici po tkaninie, coś się pojawiło. A na dokładkę to samo serce projektu. Czerwony jelonek lub jak kto woli renifer. 
Nie sądziłam, że szycie na tej tkaninie będzie szło tak mozolnie. Przecież nie raz haftowalam na drobnych kanwach i materiałach z delikatnym splotem. Zawsze było ok. Tym razem nawet siatkę było mi ciężko zrobić. Fastrygą zaznaczyłam sobie środek i kolejny rząd. Reszty już nie miałam ochoty robić, bo bym całkiem oślepła. Od tych drobniutkich niteczek. Pomyślałam, że jak zacznę wyszywać od środka, to później krzyżyk po krzyżyku, rozlazę się na równo na boki. A jak pomyślałam, tak też zrobiłam. 
No i po kilku dniach, a właściwie ciemnych wieczorach. Mam już czerwonego rogacza. Piękny jest. Zauroczyły mnie te zawijasy w jego porożu. Jak zobaczyłam ten wzór po raz pierwszy, wiedziałam że chce mieć taki obrusik u siebie.
A jak się czegoś bardzo chce... To można...
Pozdrawiam
Ania

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz